Od jakiegoś czasu prześladuje mnie pech
Pierwszy post nie związany kompletnie z tematyką filmów, sprzętu ani niczego podobnego (no, może trochę). Chyba każdy, ma czasem coś takiego, że prześladuje go pech. Nie żebym wierzył w pecha, ale jak coś jebnie, to od razu wszystko na raz. To nazywam pechem. Albo złośliwością rzeczy martwych.
W moim wypadku zaczęło się chyba od początku miesiąca (czyli od 10-tego - pozdro dla kumatych), kiedy to Matka Boska pieniężna, przyniosła mi niezbyt zadowalające wieści. Dobra, no trudno. Pieniądze szczęścia nie dają. No ale niesmak trochę jednak.
W ten sam dzień, rozbiłem ekran, w znienawidzonym przeze mnie telefonie Xperia E4 (serio, nienawidziłem tego telefonu). Pomijając fakt, że telefon ma słabe parametry, a w ręce leży jak pustak, to był jednak mój jedyny smartfon. Poza LG L90, którego utopiłem w rzece i w którym nie działa mikrofon.
Rozbiłem ekran, ale nie przejąłem się zbytnio, bo jak napisałem wcześniej, telefonu tego nie cierpiałem. Poza tym uszczerbkiem szkła na ekranie, wszystko działało. Zamówiłem nowy ekran na allegro, a gdy dotarł, zabrałem się za wymianę. Zdziwiłem się, jakież ci nasi bracia z dalekiego wschodu mają mocne kleje do dyspozycji - próbując odkleić ekran od matrycy przerwałem taśmę, która była przyklejona do ekranu tak mocno, jak student do butelki z piwem. No kurwa. To niema szans żeby nie zjebać. Dobra, nic się nie stało. Błąd w sztuce. Allegro - szukam nowej matrycy - i tutaj już wiedziałem że naprawa nie będzie miała racji bytu. O ile ekran to koszt 40 złotych, o tyle nowa matryca, to koszt już 100 złotych. Przy cenie telefonu oscylującej w granicach 250zł.
Swoją drogą zmyślne. Ktoś we firmie na spotkaniu grubych ryb, musiał powiedzieć coś w stylu: A może pozwólmy klientom kupić ekran, którego nie da się wymienić bez zjebania matrycy, a potem dajmy mu kupić matrycę dwa razy drożej. Genialne!
Na koniec złego, próbując złożyć mimo wszystko całość do kupy pękł nowy ekran.
DOBRA! ODPALAM LG!
I znowu zaczęły się schody. A raczej pionowa ściana. O ile niedziałający mikrofon był jakimś tam problemem, o tyle brak możliwości naładowania telefonu to już problem delikatnie wykluczający go z użytku. Jak wiadomo sprzęty elektryczne podłączone do prądu działają lepiej. Śmieszne jest, że wcześniej telefon ładował się normalnie. Nagle JEBUT, PIERDUT i nie ładuje. Podłączony przez miernik wywala prawie 4 ampery prądu. Magia.
Patrząc na to wszystko, zaczynam realnie obawiać się o swoje życie. Bo to nie jest normalne, ani poważne, że takie rzeczy przytrafiają się nagle. Na domiar złego, próbowałem skleić kilka fajnych ujęć, żeby pokazać możliwości nowej kamery. I wiecie co? Dobrze myślicie. Chuja. Nawet nie mogę się skupić nad robotą, a na domiar złego laptop zaczął zamulać, przez co jakakolwiek wygodna praca odpada. Zapewne wszystkie wirusy świata, wszelakie robactwo internetowe i niechciane oprogramowanie rzuciło się na komputer i w tym momencie właśnie pożera moje dane z dysku. Dobra, kończę, bo ileż można się denerwować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz